Morze Martwe – sól
Ziemi Obiecanej

Też to znacie? Co raz jesteśmy zarzucani rankingami i artykułami typu „Te miejsca każdy musi w swoim życiu zobaczyć!” A tam Paryż i jego oklepana wieża Eiffla (o których istnieniu dawno wiesz) lub Bora Bora za 12345 $. No dobra, my zaraz zrobimy coś podobnego, ale ciekawego i możliwego do zrealizowania z naszej polskiej perspektywy: wystarczy złapanie taniego lotu ✈️ i w 5 h możemy być na miejscu.


Miejscu, które naprawdę jest wyjątkowe, bo jest największą na świecie depresją. Nie to, że o smutek i załamanie przyprawia, wręcz przeciwnie: o relaks ciała i spokój ducha. Mowa oczywiście o Morzu Martwym! Było ono pierwszym spa na świecie. To tu Rzymianie wysyłali swoich żołnierzy, by się regenerowali, a Kleopatra ponoć korzystała z dobrodziejstw tutejszego błota i soli.


Morze Martwe blog podróżniczy

Morze Martwe warto zobaczyć! Nie przepadamy za rankingami must see, które kierowane są do masowego odbiorcy, bo atrakcyjność miejsc jest kwestią subiektywną, ale Morze Martwe po prostu musimy polecić. Ja na ogół nie przepadam za powrotami w miejsca, których już doświadczyłam, bo jest jeszcze tyle innych wartych odkrycia, ale nad Martwe, póki jestem żywa, chcę wrócić! Ten fakt plasuje więc Morze Martwe wysoko na playliście wspomnień, których kadry lubię odtwarzać w myślach…


Ok! Ale dlaczego? Jak tam się dostać, czy trzeba za cokolwiek płacić na miejscu, czy w zimie woda nadaje się do kąpieli?


Zanim porozmawiamy o wspaniałościach Morza Martwego i szczegółach podróży, wejdźmy do wody! Z tej perspektywy lepiej będzie sobie wszystko wyobrazić.



Zacznijmy od tego, że mamy szczęście, bo w Izraelu wylądujemy w Tel Avivie lub Eilacie, a z Polski bezpośrednio zabierze nas tam i Wizzair, i Ryanair. Daje to poczwórną szansę na trafienie jakiejś okazji! Obydwa miasta, poza tym, że są warte zobaczenia nadają się na bazy wypadowe do pozostałych miejsc w regionie. Dzięki dobrej sieci autostrad łatwo stamtąd łapać stopa lub wyruszyć wypożyczonym samochodem, co w Izraelu jest zdecydowanie dobrym pomysłem.


My jechaliśmy z południa malowniczą trasą 90, która prowadząc początkowo przez pustynię Negev, wbija się w dolinę Morza Martwego oferując niezapomniane widoki. Kąpaliśmy się w miejscowości Ein Bokek – najpopularniejszym kurorcie izraelskim nad Morzem Martwym.


Na miejscu nie ma jednak zbyt wielu hoteli, ponieważ na terenie depresji trudno jest zadbać o niezbędną infrastrukturę, a zwłaszcza wodę pitną. Będąc w podróży samochodem, warto skorzystać z przyhotelowych parkingów. Mamy pewność, że na tym parkingu postój jest całkowicie bezpłatny, sięga tam szybkie wi-fi, a jeśli ktoś zdecydowałby się na nocleg w samochodzie to w nocy światło latarni nie daje za mocno po oczach.


Zakładamy, że latem Ein Bokek jest oblegane przez turystów, za to w sezonie zimowym współdzieliliśmy plażę jedynie z garstką osób (w zimie temperatura wody wynosi ok. 22°C, ale na lądzie już ok. 18°C – pod wieczór czuć różnicę temperatur i chłód z pustyni). Ważniejsze od uniknięcia tłumu jest zapewnienie sobie prysznica po wyjściu z mocno słonej wody. Można też spróbować kąpieli na dziko, za Ein Bokek, a w drodze powrotnej skorzystać z pryszniców na plaży Hamei Zohar przed Ein Bokek. Są darmowe, czynne przez całą dobę i cały rok.


Tę plażę sprawdziliśmy i śmiało możemy ją polecić. Obok tej publicznej, są też koszerne – podzielone na część damską i męską. Jeśli więc tak jak my wejdziecie najpierw do koszernych, ale stwierdzicie, że przecież chcecie taplać się w wodzie ze swoją partnerką, partnerem czy dziećmi to nie zapomnijcie, że tuż obok jest plaża ogólna. Do koszernych warto zajrzeć z czystej ciekawości. Szoku kulturowego jednak nie ma.


Morze Martwe blog podróżniczy

I jeszcze jedna kwestia praktyczna! Nawet jeśli nie macie wrażliwej skóry, to lepiej nie przesadzić z goleniem się czy depilacją przed kąpielą w Morzu Martwym. Słona woda piekielnie szczypie! Uwaga też na wszelkie skaleczenia i zadrapania, czy to po zabawach z kotem, wcześniejszym trekkingu czy po czymkolwiek! Też daje się we znaki! Naprawdę wrażliwi mogą zaopatrzyć się w balsamy łagodzące.


💰Koszty: Jeśli nie zamierzasz zatrzymywać się w którymś z nielicznych hoteli nad Morzem Martwym to wizyta tu nic nie będzie Cię kosztować! Pozostaje kwestia dojazdu i prowiantu. Do Ein Bokek lub Ein Gedi bez problemu dotrzesz samochodem trasą 90 lub zielonymi autokarami Egged.


No dobrze! A teraz słów kilka o niezapomnianym Morzu Martwym i co można nad nim i w okolicy ciekawego robić.



W ogóle nas nie dziwi, że Morze Martwe pragną zobaczyć podróżnicy z całego świata! To naturalne spa, które swój mikroklimat zawdzięcza położeniu w tektonicznym Rowie Jordanu – czyli tu, gdzie łączy się płyta afrykańska z arabską! Przez starożytnych było nazywane Morzem Cuchnącym, ale spokojnie – nie śmierdzi. Działa leczniczo na reumatyzmy, problemy skórne i odżywczo-relaksująco dzięki zawartym w powietrzu tlenkom bromu.


A skąd nazwa Morze Martwe? To proste, Morze Martwe naprawdę jest martwe. Niestety nie ma w nim życia, żadnych tęczowych rybek, krewetek, no więc i rybaków (wegetarianie i weganie – to się nazywa miejsce eko-turystyki właśnie!). Jest też najgłębszą na świecie depresją – 422 m p.p.m., która z roku na rok się obniża i wysycha w związku z czym Izrael i Jordania chcą doprowadzać do niej wodę z Morza Czerwonego, by proces ten opóźnić. A poza tym Morze jest jeziorem.


Morze Martwe wakacje

1) Nie nurkujcie!

Woda turkusowa jak na Mauritiusie, ale nie ponurkujemy. Bo ani rafy nie ma, ani wysoki poziom zasolenia na to nie pozwoli. Bardzo uważajcie na sól, bo wystarczy jedna, zdradziecka kropla i przez kilka minut się nie pozbieracie (sprawdzone!). Miejcie obok butelkę z wodą, by w razie potrzeby ekspresowo oczyścić oczy. Szczególnie muszą mieć się na baczności osoby z soczewkami kontaktowymi – ja swoje prawie straciłam po słonej akcji!


Zasolenie Morza Martwego wynosi średnio 26%! A na głębokich wodach nawet 36%.


2) Nie próbujcie soli (chyba że chcecie…)

Nie wiem co gorsze, polizanie ściany w Wieliczce czy spróbowanie soli z Morza Martwego?! Michał spróbował tego drugiego. Żyje. Ta wieliczkowa sól jest słona, a ta druga gorzka i oleista. Jeśli więc szukacie w Polsce autentycznej soli z Morza Martwego to właśnie gorzki smak pozwala zweryfikować pochodzenie, a więc i jakość.


3) Nieumiejących pływać wrzućcie do wody!

Może nie tak radykalnie, bo jeszcze się zachłysną słoną wodą lub naleci im do oczu, ale Morze Martwe może pomóc oswoić się z wodą i nauczyć utrzymywania ciała podczas pływania. Na pewno tutaj nie zatoniemy, bo siła wyporności na to nie pozwoli. Przy czym też trzeba być ostrożnym, bo pływając na brzuchu łatwo jest przekręcić się do przodu na twarz. Niestety wbrew pozorom zdarzają się tutaj przypadki utonięć, w tym utonięć wtórnych (w wyniku dostania się słonej wody do płuc). Dlatego pomimo pozorów pełnego bezpieczeństwa należy zachować szczególną ostrożność i najlepiej dryfować na plecach.


Woda tak wypycha ciało, że zastanawialiśmy się czy starożytni nie pomylili się w geografii i może Jezus jednak chodził po Morzu Martwym a nie Jeziorze Galilejskim.


Morze Martwe blog podróżniczy

4) Zabierzcie ze sobą pudełka na błoto i sól

Śmiało możecie wcześniej zaopatrzyć się we własne pudełka kosmetyczne i zebrać trochę czarnego błota lub bryłek soli. To opcja szczególnie dla tych, którzy sami na co dzień potrafią sporządzić kosmetyczne mieszanki. Na miejscu są również sklepy kosmetyczne z minerałami z Morza Martwego. Jeśli zastanawiacie się czy zebrane samodzielnie błoto i sól można przewieźć bez komplikacji, to owszem, nie ma problemu. O ile nie wywozicie ogromnej bryły soli 😉 Dlatego bierzcie te mniejsze, rozdrobnione bryłki.


5) Pobawcie się w koparkę!

Fajnie jest tu zabawić się w koparkę i stopami wydobywać z dna zamiast piasku sól. Białą, bielusieńką jak krochmal, jak kokaina, jak gęsi puch! To właśnie ona trafia potem na nasze buźki w postaci składnika maseczek lub do wanny. Można też zabawić się w łowcę błota i wymazać nim na aborygeńską modłę.


6) Odwiedźcie Rezerwat Ein Gedi

To oaza pośród pustyni. Tuż przy Morzu Martwym. Wspaniałe miejsce, z licznymi wodospadami (najbardziej imponuje Wodospad Dawida), gdzie podczas trekkingu możemy spotkać przepiękne koziorożce nubijskie czy góralki syryjskie. Dziewicze krajobrazy, pełnia natury. Szkoda tylko, że kilkanaście lat temu jakiś idiota rzucił niedopałek, który strawił 2/3 tego terytorium tak rozbudzającego w człowieku atawistyczne instynkty…


💰Koszt: dorośli (27 NIS), dzieci (14 NIS).



Tuż przy rezerwacie Ein Gedi mieści się jeden z setek izraelskich kibuców. Jeśli nie wybieracie się do innych, to koniecznie zahaczcie o ten i wypytajcie o życie w kibucu. Kibuce to spółdzielcze gospodarstwa, takie trochę squoty, trochę PGR-y, tyle że nieskompromitowane. W kibucach mieszkają zwykle najbardziej otwarci Żydzi – z naszych doświadczeń i rozmów wynika, że o wiele krytyczniej niż Żydzi z Jerozolimy, nie mówiąc już o ultraortodoksyjnych żydach, patrzą na konflikt izraelsko-palestyński, są też bardziej tolerancyjni. Warto je odwiedzić, trochę w nich pomieszkać… Kibuc w Ein Gedi utrzymuje się dzięki turystyce, działa jako uzdrowisko, jest więc mocno skomercjalizowany, ale lepiej zobaczyć ten niż żaden! Inne zaś zajmują się np. produkcją rolną (tym chyba najbliżej do tradycyjnych kibuców!), a jeszcze inne produkują wodę mineralną.


7) Podziwiajcie Morze Martwe z lotu ptaka

Nie, nie sprzedajemy skrzydeł, tylko opcję dla osób, które do Polski będą wracać z Ejlatu. Jeśli nie przyśniecie to przy bezchmurnym niebie można przez kilka długich minut podziwiać akwen z wysokości.


Morze Martwe blog podróżniczy

To co, wybralibyście się tam? :) A jeśli byliście to powiedzieliście sobie „nigdy więcej tej szczypiącej wody” czy może przeciwnie „naturalne spa: cudowny peeling i oleista woda, będę się wylegiwać ile wlezie”?


Udostępnij na:

Zostaw komentarz


Gość
Marcin
8 days 3 hours ago

Niestety nie było mi dane tam dotrzeć podczas ostatniej wizyty w Izraelu, wiec mam nadzieję, że nadrobię przy kolejnej! Piękne miejsce!

Gość
Pati
9 days 11 hours ago

Podoba mię się punkt 3 i 4. Pudełko z błotem – taka pamiątka to lepszy pomysł niż magnes na lodówkę 😉

Gość
Anita
10 days 4 hours ago

Mnie zawsze zastanawiało czy garść takiego drogocennego błotka można zabrać ze sobą do Polski. Byłam przekonana, że jest to zabronione. A tu proszę, taka miła niespodzianka :-)

Gość
Monika
11 days 9 hours ago

Byłam, rewelacyjne miejsce, a unoszenie się na wodzie to świetna rozrywka :)
Muszę jednak poprawić jedną rzecz, bo powtarzacie dosyć powszechny mit. W Morzu Martwym można utonąć i takie przypadki się zdarzają, a ratownicy też ponoć wielokrotnie interweniują. Morze Martwe jest uważane za jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc do „pływania” – patrząc na statystyki.

Gość
Magda
12 days 5 hours ago

Ja po tym wpisie szukam już lotów z Ryanair:DDDD NIe umiem kompletnie pływać ale z chęcią dam się wrzucić 😀

 

Facebook